wtorek, 16 lutego 2016

Praca wakacyjna kelnerki - zalety i wady

W zeszłe lato pracowałam jako kelnerka w małej restauracji. Wkrótce lato i zapewne część z Was zaczęła się zastanawiać nad podjęciem wakacyjnej pracy.
Nie miałam wtedy skończonych 16 lat, więc właściwie cudem jest, że mnie przyjeli. Oczywiście pracowałam "na czarno", pensje dostawałam pod koniec każdego dnia, a przed resztą pracowników byłam studentką marketingu... :) Ale da się? Da się! :P
Opowiem o samej restauracji - bardzo mała, rodzinna wręcz atmosfera, goście znają właściciela, on się do nich często dosiada na rozmowę... Codziennie przychodzą w odwiedziny jego córka i żona - szef był również jedynym kucharzem. Dwie- trzy kelnerki, jedna z nich obsługiwała też kasę fiskalną. Nie była to typowa restauracja - goście zamawiali jedzenie przy barze, ja nakładałam surówkę, którą później zanosiłam prosto do stolika, klient brał sobie sztućce z półki powieszonej na ścianie. Przy kasie fiskalnej mały stoliczek z napisem "tips". Wiadomo, napiwki były zerowe, jak tylko coś "wpadło", byłam wysyłana do pobliskiego spożywczaka po pięcio-litrowy baniak wody. Często też musiałam biegać rozmieniać pieniądze, co było zrozumiałe, lub, co już dziwniejsze po pastylki pomagające rzucić palenie dla szefa... :)
W głowie mąciła mi złośliwa koleżanka - dawała sprzeczne wskazówki, była zgryźliwa. Jednak fakt, że była taka dla wszystkich pracowników często był powodem mojego skrytego śmiechu. Kolejną zaletą byli klienci, często dowcipni i prawie zawsze sympatyczni. Wiadomo, zdarzali się tacy wyraźnie niezadowoleni z życia i dający upust swojej złości właśnie w restauracji, jednak szybko się uodporniłam.
Następnym plusem jest oczywiście to, że za pracę otrzymujemy pieniędzy. W tym przypadku nie dostawałam nic z napiwków, ale jeśli znajdziecie miejsce, gdzie jest inaczej - nie zastanawiajcie się nawet chwili! W dobrych restauracjach niektóre dziewczyny wyciągają z nich nawet dwukrotność pensji! 
Praca sama w sobie bardzo męcząca, tyle godzin stania, ganiania z talerzami, zamiatania, a godziny lunchowe były horrorem. Ciekawa historyjka - pewnego dnia przyszła dziewczyna, studentka, na dzień próbny. Przyszła właśnie chwilę przed wyżej wspomnianą porą. Miła, uśmiechnięta, ucieszyłam się, że w końcu któś młodszy i sympatyczny - jakaś opozycja do Pani Złośliwej. Gdy poszła przebrać się w fartuch, umyć ręce, zaczął się chaos. Krzyczenie zamówień do kuchni, dostawianie stołów, noszenie pięciu zamówień na raz. Nowa, niczego jeszcze nienauczona, stała bezczynnie i jedynie przyglądała się sytuacji. Gdy sytuacja się uspokoiła i korpoludki wróciły do pracy zwróciłyśmy uwagę na to, że znowu zostałyśmy we dwie. Okazało się, że dziewczynie wystarczyło jakieś pięć minut, żeby uznać, że "to jednak nie praca dla niej", jak powiadomiła szefów:)
Oprócz podsumowania widocznego w tabelce poniżej, dodam coś od siebie - gratulacje i "szacun" dla wszystkich małolatów, którzy, tak jak ja idą do pracy, żeby jakoś spożytkować nadmiar wolnego czasu w wakacje i uzbierać na swoje jakieś mniej racjonalne zachcianki (w moim przypadku była to deskorolka, której rodzice nie chcieli mi kupić, bo niebezpieczna, a ja jestem niezdarą oraz jakieś trzy pary butów:p). :)


W tym roku spróbuję się zatrudnić w branży odżieżowej - jest to znacznie bliższe moim pasjom i w przeciwieństwie do kelnerowania, mogłabym nauczyć się czegoś, co mi się przyda w przyszłości! :) Mam nadzieję, że mój wiek nie będzie przeszkodą...

2 komentarze:

  1. Fajnie, że to przedstawiłaś ;) Chyba będę dorabiać jako kelnerka na studiach haha

    Zapraszam na konkurs!

    http://myhappysunmoontruth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Great blog post!

    XO, Jessi
    mywhiteT.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)
Zachęcam do wzięcia udziału w newsletterze - obiecuję informację o najnowszych postach i brak spamu! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...